-->

Rynek suplementów rośnie szybciej niż jego nadzór, a produkty z obietnicą szybkiego efektu są dostępne na wyciągnięcie ręki. Suplementy mogą być wsparciem, ale mogą też realnie zaszkodzić. Ważne, by wiedzieć jak je przyjmować i na co zwracać uwagę w wyborze konkretnego produktu.
Suplement diety to środek spożywczy, którego zadaniem jest uzupełnienie normalnej diety w składniki odżywcze lub inne substancje o efekcie odżywczym lub fizjologicznym. Najczęściej są to witaminy, składniki mineralne, kwasy tłuszczowe, aminokwasy, błonnik, kultury bakterii lub ekstrakty roślinne. Suplementy mają formę, która ułatwia porcjowanie, na przykład kapsułek, tabletek, proszku czy płynu.
W teorii przypisać im można same pozytywne zamiary. W praktyce jednak problem zaczyna się tam, gdzie suplement staje się „lekiem z reklamy”, obiecuje leczenie, redukcję tkanki tłuszczowej, „detoks” lub działanie typowe dla farmakoterapii. W naturze nic nie ginie, nie ma drogi na skróty. Suplementy to dodatki do diety, nie zastępniki zdrowego talerza, zamiennik aktywności fizycznej czy ekwiwalent leków.
Największa różnica dotyczy kontroli jakości, bezpieczeństwa i udowodnienia działania. Lek, zanim trafi do sprzedaży, przechodzi długi proces badań, oceny skuteczności, działań niepożądanych i interakcji. Suplement diety nie ma takiego obowiązku. W Polsce wystarczy zgłosić suplement do Głównego Inspektoratu Sanitarnego (GIS). Sprzedaż może ruszyć praktycznie od razu po zgłoszeniu, bez czekania na zakończenie weryfikacji.
To tworzy lukę, którą widoczna jest w raporcie Najwyższej Izby Kontroli (NIK). Pokazał on, że do GIS wpływają dziesiątki tysięcy zgłoszeń suplementów, a analizie jest poddawana tylko niewielką część z nich.
Skala zgłoszeń była ogromna, a możliwości kadrowe i proceduralne ograniczone. W efekcie w obrocie mogą pozostawać produkty, których skład lub bezpieczeństwo budzą wątpliwości, a proces weryfikacji potrafi trwać bardzo długo. Dla konsumenta oznacza to ryzyko, że „legalnie sprzedawany” suplement nie zawsze jest „sprawdzony i bezpieczny”.
Suplementy diety mogą szkodzić. I warto to powiedzieć wprost, bo wiele osób stosuje je jak nieszkodliwe witaminy. Zagrożenia wynikają z kilku mechanizmów.
Po pierwsze, suplement może zawierać substancje niedozwolone lub farmakologicznie aktywne, dodane celowo, by produkt działał mocniej. To dotyczy zwłaszcza spalaczy tłuszczu, przedtreningówek, preparatów na libido i środków na stawy.
Po drugie, suplementy mogą być zanieczyszczone, na przykład metalami ciężkimi, co częściej dotyczy produktów na bazie surowców roślinnych. Dlatego ważne jest, by stosować preparaty tylko zaufanych firm.
Po trzecie, nawet składnik legalny może szkodzić w złej dawce lub przy długim stosowaniu, a dotyczy to także ziół.
Jest też temat, o którym mówi się zdecydowanie za rzadko: interakcje z lekami i wpływ na wyniki badań. Przykładowo biotyna w wysokich dawkach może fałszować wyniki testów immunologicznych, a część ekstraktów roślinnych wpływa na enzymy wątrobowe odpowiedzialne za metabolizm leków. To nie jest drobnostka, bo może prowadzić do błędnych decyzji medycznych. Staraj się każdą decyzję o suplementacji podejmować w porozumieniu z lekarzem.
Raport Najwyższej Izby Kontroli pokazał, że do GIS wpływają dziesiątki tysięcy zgłoszeń dot. suplementów, a analizie poddawana jest tylko niewielka część z nich. Oznacza to, że na rynku przez długi czas funkcjonują preparaty budzące wątpliwości.
Nie zawsze problem dotyczy jedynie zanieczyszczeń suplementu. Zdarza się również, że zawartość substancji jest inna niż deklarowana. Z tego powodu nie zaleca się nadmiernego spożycia produktów wytwarzanych z alg, a przy problemach z tarczycą lepiej ich unikać. W produktach opartych na algach zawartość jodu może być znacznie wyższa niż deklarowana, co przy problemach z tarczycą jest szczególnie ryzykowne. Podobnie jest z witaminą E w wysokich dawkach (>400 IU/dzień) u osób przyjmujących leki przeciwzakrzepowe, ponieważ może ona zwiększać ryzyko zaburzeń krzepnięcia.
Inne składniki, które budzą wątpliwości to:
Najczęściej nadużywane są suplementy, które sprawiają wrażenie korzystne dla zdrowia, np. witaminy, a które nie powinny być nadużywane. O ile w przypadku witamin rozpuszczalnych w wodzie nadmiar jest wydalany wraz z moczem, o tyle te rozpuszczalne w tłuszczach kumulują się w wątrobie. Dodatkowo, często też stosujemy w nadmiarze multiwitaminy. Taki preparat jest na wszystko i na nic. Mimo dobrych dobrych intencji taka suplementacja może być szkodliwa.
Często spotykam się z sytuacją, w której ktoś bierze kilka preparatów jednocześnie, bo każdy „na coś”. W praktyce robi się z tego koktajl, w którym trudno kontrolować dawki, interakcje i doszukiwać się realnego sens.
Najbardziej typowe grupy nadużywane bez potrzeby to preparaty multiwitaminowe stosowane przez wiele miesięcy bez przerwy, preparaty ogólne na coś “na odporność, na włosy”. Pamiętaj, że żaden spalacz tłuszczu czy przetreningówka zamiast odpowiedniego odpoczynku i dawki snu nie rozwiąże twojego problemu. Najpierw trzeba zadbać o podstawy, a dopiero później szukać wsparcia w dostępnych produktach.
Suplementacja ma sens wtedy, gdy wynika z realnej, indywidualnej potrzeby. Stosujmy jedynie to co koniecznie, to co jest odpowiedzią na wyniki badań krwi. To właśnie diagnostyka jest podstawową przy planowaniu stosowania suplementów.
W praktyce najczęściej uzasadniona jest suplementacja w sytuacjach, które mają mocne podstawy kliniczne, na przykład niedobory witaminy D w sezonie o mniejszej ekspozycji na słońce, witamina B12 na diecie roślinnej, żelazo przy potwierdzonych niedoborach i objawach, czy kwas foliowy w okresie planowania ciąży. W sporcie sens bywa w kreatynie, ale tu również liczy się dawka, nawodnienie i kontekst zdrowia nerek, bo kreatyna podnosi poziom kreatyniny, co może utrudnić interpretację badań.
Jeśli chodzi o kwasy tłuszczowe omega 3, warto opierać decyzję na diecie i indywidualnych potrzebach, a nie na modzie.
Bibliografia: